O śniegu najlepiej ani słowa
Między słońcem a mrozem
Zdecydowanie. Chciałoby się już nie musieć o nim mówić.
Chciałoby się już tylko go wspominać. Oj chciałoby, chciałoby. Rzeczywistość
jednak nijak nie chce nam wyjść naprzeciw. Przyroda kroczy własnymi sobie
znanymi drogami.
W kalendarzu mamy wiosnę, za oknem zaś nadal króluje zima. W
najlepsze. Niepodzielnie. Minione dni raczyły nas słonecznym blaskiem i
przejmująco zimnym wiatrem. Noce zaś ścinały wszystko kilkunastostopniowym
mrozem. Efekt przenikania tych dwu rzeczywistości przyniósł ciekawe efekty.
Zalegający dookoła śnieg bardziej odparowywał niż topniał. W wielu miejscach
robiły się lodowe nawisy, które szczególnie w mieście trzeba było usuwać, aby
komuś nie spadły na głowę wyrządzając przy tym bolesną krzywdę. Straż pożarna
miała dodatkowe zajecie.
A w nocy mróz taki
2012-12-2
Jelenia Góra
że mgłę ścięło z nóg
całkiem opadły jej białe skrzydła
przycupnęła więc gdzie bądź
posiwiały drzew korony
najeżyła się osiadłą mgła
całkiem opadły jej białe skrzydła
przycupnęła więc gdzie bądź
posiwiały drzew korony
najeżyła się osiadłą mgła
Adam Gabriel
Grzelązka
I znów świeży śnieg
Dzisiaj od rana słońca nie widać. Temperatura zbliżyła się
do zera, nawet nieco je przekraczając. Jest nieco cieplej. I zaczął padać nowy
śnieg. Dużymi ciężkimi, mokrymi płatami. Cała okolica pokryła się ponownie
białym całunem. Gorzej z ulicami, gdzie samochody rozciapywały oponami wszystko,
co spadało, w brudną mokrą breję.
Dzisiaj mam wolne. Wreszcie nieco czasu, aby nadgonić domowe
zaległości. W południowych godzinach wyskoczyłem do biblioteki wymienić
książki. Tak na ostatnia chwilę, bo dzisiaj wyjątkowo czynne są w porannych
godzinach.
Muszę jeszcze na pocztę. Poszedłem drogą nieco okrężną.
Najpierw między blokami ku bocznej uliczce. Wszystko pod śniegiem. Wszędzie
biało. Mokra warstwa lepi się do butów. Tu i ówdzie nadtopiony śnieg tworzy
niewielkie niemal płynne kałuże wodnistego ni to jeszcze śniegu ni to już wody.
Dalej jest dzika ścieżka. Po prawej niewysoka kamienica. Po
lewej mniejsza, niemal opuszczona. Tylko jedno mieszkanie jest zamieszkałe.
Całość robi wrażenie zaniedbanej podupadającej omalże rudery. Za tym budynkiem
był kiedyś ogród. Jeszcze kilka lat temu stała tam szopa. Kiedyś spłonęła,
teraz nie ma tam już niemal po niej śladu. Walają się jedynie mocno nadpalone
szczątki konstrukcji. Wiosną wszystko zarasta na dziko po lewej i prawej
stronie. Ścieżka jest wąska, wyłożona chodnikowymi płytami. Latem niełatwo tą
ścieżką przejść. Szczególnie rano, po rosie. Krzaki z lewej i prawej niemal
wciskają się na tę ścieżkę. Chcąc nie chcąc przechodząc ocieramy się o te
krzaki i moczymy zlegającą na nich rosą. O świcie wypełzają na nią na dodatek ślimaki
różnej maści. I podłużne i małe okrągłe i duże dorodne winniczki. Czasem trudno
aż postawić stopę, aby któregoś nie rozdeptać.
Teraz wszystko zasłane śniegiem. Wybielone. Stary śnieg
przykryła nowa warstwa skrywając wszelkie wytopione przez słońce ostatnich dni
brudy. Po paru dziesiątkach metrów ścieżka kończy się wychodząc na aleję
spacerową. Za tą aleją płynie niewielki zazwyczaj potok. Zazwyczaj, bowiem
podczas silnych opadów czy wiosennych roztopów potrafi się rozlać dość szeroko.
Cała okolica robi się wówczas podmokła i pełna wodnych oczek. Z rzadka wylew
jest tak potężny, że zalewa nawet aleję spacerową. Wiosną lub jesienią – zależy
kiedy deszcze znaczące nadmiar wody w strumień wtłoczą.
Dwa lata temu na drugim brzegu usypano niewielki wał
przeciwpowodziowy. Naprawiono także kładkę biegnącą przez ów strumień.
Przechodzę przez nią, wspinam się łagodną ścieżką przenoszącą mnie przez ów wał
na drugą stronę Tu znów biegnie aleja spacerowa Równoległa do poprzedniej. Po
obu stronach potoku. Piękne miejsce na wiosenne spacery. Szczególnie wiosną,
gdy słońce przebija się przez świeżo pokryte liśćmi drzewa. Dookoła śpiew
ptaków.
Idę dalej. Wchodzę na teren niewielkiego parku. Mijam go z
lewej. Docieram do linii tramwajowej. Wzdłuż niej biegnie spacerowa ścieżka
wysadzana kasztanowcami. Skręcam w prawo. Po paru minutach wkraczam do mojego
ulubionego parku. Wszystko zasypane świeżym śniegiem. Wszędzie biało.
W płaczu nieba
próbuję znaleźć
Ciebie Boże
do drzwi serca
puka pytanie
niebo plącze
lecz dlaczego
czy są to łzy smutku
nad Ojczyzną
co w poniewierce srogiej
czy też może
łzy radości
bo choć źle jest
kochają Boga ludzie
i są tacy jeszcze
co swej bronią
wiary i piersią
własną chronią
Ciebie Maryjo
by Cię nie
prześladowano
w kraju tym
co jest Twoim
w płaczu nieba
zawsze szukają Boga
On tobie znaleźć się da
Ciebie Boże
do drzwi serca
puka pytanie
niebo plącze
lecz dlaczego
czy są to łzy smutku
nad Ojczyzną
co w poniewierce srogiej
czy też może
łzy radości
bo choć źle jest
kochają Boga ludzie
i są tacy jeszcze
co swej bronią
wiary i piersią
własną chronią
Ciebie Maryjo
by Cię nie
prześladowano
w kraju tym
co jest Twoim
w płaczu nieba
zawsze szukają Boga
On tobie znaleźć się da
Adam Gabriel Grzelązka
Wiosenna zimowa cisza
Wspomniany wcześniej potok płynie tutaj krętą dużo szerszą
strugą. Na wodzie kaczki. Dużo kaczek. Na śniegu pełno kaczych śladów. Dużo
mniej śladów ludzkich. Park jest niemal pusty. Niemal nikogo w nim nie ma.
Zapewne przez ten padający mokry śnieg się wyludnił.
Zresztą czym się tu przejmować. Właśnie takie momenty na
spacer lubię najbardziej. Gdy jestem w parku sam. Powoli idę. Powolutku. Krok
po kroku zbliżam się do poczty. Jeszcze daleko, w miarę daleko. Napawam się
ciszą. Jeszcze wczoraj, podczas słonecznej choć zimnej pogody pełno było tu już
ptasiego terkotu. Dzisiaj nic. Cisza. Jak makiem zasiał. To przez ten śniegu
nawrót. Dobrze że w końcu nie ma wiatru, że wreszcie nie wieje. Co prawda śnieg
zapaduje mi i moczy okulary. Ale lepsze to niż kryć twarz przed zimnem, przed
przejmującymi ukłuciami wiatru.
Obrazek
Wiosna. Poranek.
Park. Radosne słoneczko.
Ławka a na niej chłopak
Siedzi nieobecny
czymś zamyślony
O czym myśli? Wiadomo
O ukochanej dziewczynie
To wdycha to się rumieni
Coś szepcze sam
do siebie. Rzekłbyś
wariat a on jest
tylko zakochany
Park. Radosne słoneczko.
Ławka a na niej chłopak
Siedzi nieobecny
czymś zamyślony
O czym myśli? Wiadomo
O ukochanej dziewczynie
To wdycha to się rumieni
Coś szepcze sam
do siebie. Rzekłbyś
wariat a on jest
tylko zakochany
Adam Gabriel
Grzelązka
Docieram w końcu na pocztę. Jakże tu pusto. Jak nigdy.
Obieram polecony. Wracam do domu. Niedługo żona wraca z pracy, warto więc robić
jakiś postny obiadek. Będą ziemniaki i ryba. Trzeba coś wymyśleć, coś
zaimprowizować.
Kulinarna przygoda
Gotowania nauczyłem się niemal sam. Niemal, bowiem zawsze
ktoś czegoś mnie uczył, coś podpowiadał, coś u kogoś podpatrywałem.
Najtrudniejsze były początki. Wówczas umiałem niewiele, a to co umiałem,
nieczęsto wychodziło. Ale jak to mówią – praktyka czyni mistrza. Po opanowaniu
podstaw nadszedł czas na różne eksperymenty. Na warianty. Na odmiany
tradycyjnych potraw. Z czasem gotowanie zaczęło przynosić radość.
W Łodzi miejskie centrum opanowali Wietnamczycy. Całe
centrum pełne jest budek z chińskim jedzeniem. Różnej jakości. Trzeba oczywiście
wiedzieć, gdzie, aby dobrze móc zjeść. Dobre i tanie. Są miejsca, że bardzo
dobre, że wyśmienite. Często się w takich miejscach na mieście stołowałem w
ostatnich latach przed przyjazdem do Poznania. Teraz wiele z tych potraw udaje
mi się odtworzyć. Niekoniecznie w ich oryginalnych odmianach. Co nie oznacza,
że gorszych.
Kakao
2009-05-28
AŚN – Poznań
o tobie powiedzieć
żeś ty słodycz w gębie
to za mało
stanowczo za mało
tyś niebem
dla podniebienia
kto bowiem dzień zaczyna o poranku
a nie skosztuje ciebie
to jakby
wciąż jeszcze
nocą po omacku
błąkał się smakami
ile cię cenić wypada
ten tylko odkryć zdolny
kto pijąc mleko
– najlepiej – wiesz – prosto od krowy –
spożyć jest je zmuszony
bez twego dodatku
zwykłe białe
a szare smakiem jakieś
niby samo w sobie doskonałe
dobre – lecz bez ciebie
wciąż jeszcze nie wspaniałe
żeś ty słodycz w gębie
to za mało
stanowczo za mało
tyś niebem
dla podniebienia
kto bowiem dzień zaczyna o poranku
a nie skosztuje ciebie
to jakby
wciąż jeszcze
nocą po omacku
błąkał się smakami
ile cię cenić wypada
ten tylko odkryć zdolny
kto pijąc mleko
– najlepiej – wiesz – prosto od krowy –
spożyć jest je zmuszony
bez twego dodatku
zwykłe białe
a szare smakiem jakieś
niby samo w sobie doskonałe
dobre – lecz bez ciebie
wciąż jeszcze nie wspaniałe
Adam Gabriel
Grzelązka
Święta za pasem
Właściwie to te święta już trwają. Od wczoraj Triduum
Paschalne. Najważniejsze święta chrześcijaństwa. Najtrudniejsze.
Najtrudniejsze, bowiem tu motywem przewodnim jest męczeńska śmierć Jezusa
Chrystusa oraz Jego zmartwychwstanie. A przecież w tych wielkanocnych świętach
wyraża się cała prawda o nas. O naszym człowieczeństwie. O naszej przyszłości.
Prawda o naszym życiu. O powołaniu do wieczności.
Wielki Czwartek. Ostatnia Wieczerza. Pierwsza Eucharystia.
Bóg zakochany w człowieku ofiarowuje siebie człowiekowi w całości. Karmi go sobą.
Przebóstwią go w tym sakramencie.
Wielki Piątek. Bóg, który z miłości stworzył człowieka,
oddaje dobrowolnie za niego życie. Zostaje zamordowany w brutalny sposób.
Wydany na śmierć. Osądzony w niesprawiedliwym procesie. Umiera na krzyżu. Aby
człowiek mógł żyć. Abym ja mógł żyć. Abyś Ty mógł żyć.
Wielka Sobota. Bóg umarł. Został złożony w grobie.
Apostołowie uciekają. Wszystko przepadło. Wszystko się skończyło. Nie, nie
wszystko. Przecież…
Wielkanoc. Bóg zmartwychwstał. W niedzielny poranek ukazuje
się Marii Magdalenie. Potem ukazuje się Apostołom. Wcześniej Piotr i Jan
odkrywają pusty grób. Zmartwychwstały Bóg rozmawia ze swoimi uczniami w drodze
do Emaus.
Mój we mnie Tomasz
2012-04-28
Wolsztyn
niewierny nieufny zawsze na przekór
wciąż żywy wciąż podejrzliwy
drażliwy wciąż niepewny swego
nie daje wiary pragnie pewności
nie dowierza nikomu a najmniej samemu sobie
domaga się dopomina natarczywie
lace pcha w rany nieproszony
żąda aby mógł namacalnie przekonać się
trudne to serce co we mnie
ciężko wzdycha zranione
martwi drobiazgami
kochać zapomina nagminnie
z byle powodu zamyka się w sobie urażone
chowa za siedmioma murami
pychy i dumy napuszonej
mój we mnie Tomasz osobisty
taki na użytek prywatny tylko dla siebie
dla własnej niewiary w cokolwiek
domaga się niesłabnącym głosem
po w chwili niechętnie rację przyznaje
kiwa speszony spuszczoną głową
wciąż z niedowierzaniem
a przecież zaprzeczyć aktom nie może
już wie
już jest pewien
teraz mu wstyd
pod nosem przeprosiny bąka po cichu
rumiany ze wstydu
podziać się nie umie
w końcu zrozumiał
w końcu dotarło i do niego
widział poczuł rozumie ufa
wciąż żywy wciąż podejrzliwy
drażliwy wciąż niepewny swego
nie daje wiary pragnie pewności
nie dowierza nikomu a najmniej samemu sobie
domaga się dopomina natarczywie
lace pcha w rany nieproszony
żąda aby mógł namacalnie przekonać się
trudne to serce co we mnie
ciężko wzdycha zranione
martwi drobiazgami
kochać zapomina nagminnie
z byle powodu zamyka się w sobie urażone
chowa za siedmioma murami
pychy i dumy napuszonej
mój we mnie Tomasz osobisty
taki na użytek prywatny tylko dla siebie
dla własnej niewiary w cokolwiek
domaga się niesłabnącym głosem
po w chwili niechętnie rację przyznaje
kiwa speszony spuszczoną głową
wciąż z niedowierzaniem
a przecież zaprzeczyć aktom nie może
już wie
już jest pewien
teraz mu wstyd
pod nosem przeprosiny bąka po cichu
rumiany ze wstydu
podziać się nie umie
w końcu zrozumiał
w końcu dotarło i do niego
widział poczuł rozumie ufa
Adam Gabriel
Grzelązka
Życie trwa nadal. Bóg umarł, lecz śmierć nie miała nad nim
mocy. To Bóg jest zwycięzcą. To Bóg ma władzę nad życiem i śmiercią. To Bóg
zmartwychwstaje pierwszy. Pierwszy, lecz jam mówi Biblia, nie jedyny. Także w
historii Kościoła znane są przypadki z martwych powstania. Także i każdego z
nas to czeka. A potem niebo. Po tym zmartwychwstaniu ostatecznym, przy paruzji.
Ale nie dla wszystkich. Jest jeden
warunek. Trzeba uwierzyć. Trzeba zaufać Bogu. Trzeba Mu siebie zawierzyć.
Trzeba pozwolić Mu wypełnić się miłością. Trzeba Bogu zaufać.
Nie każdemu się to udaje. Każdy ma szansę, każdy ma
możliwość Nie każdy jednak chce Bogu zaufać. Wielu Go odrzuca. Wielu swe życie
wieczne zaprzepaszcza. Wielu swe życie traci. Wszyscy umrą, lecz nie wszyscy
zmartwychwstaną.
Nic na siłę. Nic wbrew naszej woli. To ja, to ty o tym
decydujemy. O naszym życiu. O naszej przeszłości. Co roku przeżywamy Wielkanoc
Co roku Bóg nam przypomina prawdę o nas. Co dnia możemy spotykać się z Nim w
Eucharystii.
Jeszcze nie jest za późno.
Jeszcze można spróbować Jeszcze można podjąć właściwą decyzję. Jeszcze można
siew Bogu zakochać. Jeszcze się można z Bogiem zaprzyjaźnić.

Komentarze
Prześlij komentarz