Biało biało biało dookoła
Co ma wisieć, nie utonie
Zabieram się do tego eseju dobre dwa miesiące. A co się
zabiorę, to odkładam. A to brak czasu, a to inny podsuwa mi się pomysł. A czas
mija i temat stopniowo staje się coraz mniej na czasie. Wraz z czasu
przemijaniem i sama eseju koncepcja różne przybierała odmiany. Lecz ciągle
tylko zamysł istniał, jedynie niejasna mgła pomysłu w głowie. Sądziłem już, że
przyjdzie mi go porzucić na chwilę obecną, bo ciepło się robić zaczęło. Powstał
nawet tekst o tęsknocie za wiosną. Tymczasem pojawił się śnieg. Tak trochę
znienacka. Tak niemal nie na czasie. I nie jakiś tam śnieżek. Jakaś śniegu
namiastka. Porządny śniegowy opad. Śnieżysko solidne. Obsypało dorodnie.
Obsypało pięknie. I tak oto nagle, za sprawą matki natury, temat dotąd
odkładany, ponownie staje się aktualny i można go podjąć. Zatem spróbujmy…
Zima bez wyrazu
zagościła między nami od niechcenia
przybyła znów zbyt spóźniona
licho śniegiem zaprószyła dookoła
mróz nas nawet w ramionach nie trzyma
niby jest a niby go ni ma
trudno szukać śnieżnej pościeli
choćbyś pragnął już się nie zabieli
i choć przyszła – od niechcenia nieśmiało
nurtuje mnie pytanie – czy odejść zechce
czy ustąpi równie śmiało jak nadeszła leniwie
bo choć zimowością
tegoroczność nas nie pieści
za wiosną tęskni serce
wiosennych oczy wyglądają już wieści
przybyła znów zbyt spóźniona
licho śniegiem zaprószyła dookoła
mróz nas nawet w ramionach nie trzyma
niby jest a niby go ni ma
trudno szukać śnieżnej pościeli
choćbyś pragnął już się nie zabieli
i choć przyszła – od niechcenia nieśmiało
nurtuje mnie pytanie – czy odejść zechce
czy ustąpi równie śmiało jak nadeszła leniwie
bo choć zimowością
tegoroczność nas nie pieści
za wiosną tęskni serce
wiosennych oczy wyglądają już wieści
Adam Gabriel
Grzelązka
Mgła ścięta mrozem
Woda to niezwykła substancja. Potrafi występować w trzech
odmiennych stanach. Jako para przyjmuje postać mgły chociażby. Bywa wówczas
malownicza, albo groźna. We mgle niewiele widać. We mgle łatwo zabłądzić. Zaś
gdy spadnie solidnie temperatura, owa mgła osadza się w przepiękną szadź.
Tej zimy zjawisko takie miałem szczęście widzieć dwukrotnie.
Za każdym razem niestety nie miałem przy sobie aparatu, przez co obydwa
zapierające w piersiach dech widoki nie zostały utrwalone na zdjęciach. Trochę
szkoda. Widok bowiem był nieziemski. Poetycki. Wcale nie taki znów częsty.
Wszystko, ale to dosłownie wszystko pokryło się zmrożoną szadzią. Drzewa i
krzewy wyglądały nie tylko olśniewająco śnieżnie w słonecznym blasku, ale i
wydawały się najeżone wodnymi kolcami. Wszystko błyszczało przecudnie. Efekt
jest szczególnie powalający, gdy temperatura spada nagle, zaś wcześniej jest
mocno wilgotno i mgławo. Im więcej wilgoci w powietrzu i im szybszy i niższy
spadek temperatury, tym większa szadź, tym wszystko staje się bardziej
kolczaste. Oczywiście stan taki nie utrzymuje się nazbyt długo, bowiem nawet
przy bardzo niskich temperaturach woda z tych lodowych kolców mimo wszystko
paruje na słońcu stępiając je i pozbawiając uroku. Wszystko na powrót
matowieje. Niemniej owa pierwsza chwila jest porywająca, niepowtarzalna. Wprost
trudno opisać to słowami. Temat niezwykły, bardzo poetycki i bardzo trudny do
wyrażenia w opisie. Wprost wymyka się słowom. Wobec tego cudu natury pozostają
nieme, bezradne, żałosne w swych możliwościach opisu.
Na mrozie
2012-12-09
Poznań
wierszom trzęsą się
liter liście
zimno im samotnie
na mrozie
wierszom słów gałęzie
pokrywają się liryki szronem
cieplej we wspólnym gronie
na mrozie
wierszom drętwieją dłonie
mimo to wyciągają ku mnie swe ręce
garną się gromadą żwawą
serca mojego szturmują progi
na mrozie słowa bynajmniej nie mroźne
na mrozie i lód pali gdy sercem wyśpiewany
na mrozie śniegu biel w oczach płonie
na mrozie słowa z gwiazd wprost biorę
nie pozwól by marzły me strofy
zaproś je do serca swego
nakarm mymi słowy swe oczy
zaprzyjaźnij się z wersami temi
tchnij w te słowa swe gorące życie
ożyw co martwe i ciche
bież czytaj na głos wymawiaj
ogrzej słowa co na mrozie spłodzone
w mej rozpalonej głowie
przygarnij wiersz sierotę
użycz mu krawędzi swego stołu
oświeć nocną lampką
słów spisane ciągi
i czytaj czytaj o każdej porze
rozpłomień słowa w sobie
rozpal ów zapomniany miłosny płomień
daj porwać się marzeniu
pójdź gdzie cię wyobraźnią swą powiodę
na mrozie słowa zrodzone
żar niosą w sobie wiosny i lata
na mrozie zbierane słowa
pragnienie w sobie niosą
barwami mienią się marzenia
na mrozie spisane słowa
drżą niecierpliwie
czekają aż twa zbłąkana ręka
weźmie przyciągnie je ku sobie
nie mijaj obojętny
zanurzony w swe jeno problema
zatrzymaj się rzuć okiem
odczytaj na głos wypowiedz
te na mrozie zrodzone
dla ciebie słowa stęsknione
liter liście
zimno im samotnie
na mrozie
wierszom słów gałęzie
pokrywają się liryki szronem
cieplej we wspólnym gronie
na mrozie
wierszom drętwieją dłonie
mimo to wyciągają ku mnie swe ręce
garną się gromadą żwawą
serca mojego szturmują progi
na mrozie słowa bynajmniej nie mroźne
na mrozie i lód pali gdy sercem wyśpiewany
na mrozie śniegu biel w oczach płonie
na mrozie słowa z gwiazd wprost biorę
nie pozwól by marzły me strofy
zaproś je do serca swego
nakarm mymi słowy swe oczy
zaprzyjaźnij się z wersami temi
tchnij w te słowa swe gorące życie
ożyw co martwe i ciche
bież czytaj na głos wymawiaj
ogrzej słowa co na mrozie spłodzone
w mej rozpalonej głowie
przygarnij wiersz sierotę
użycz mu krawędzi swego stołu
oświeć nocną lampką
słów spisane ciągi
i czytaj czytaj o każdej porze
rozpłomień słowa w sobie
rozpal ów zapomniany miłosny płomień
daj porwać się marzeniu
pójdź gdzie cię wyobraźnią swą powiodę
na mrozie słowa zrodzone
żar niosą w sobie wiosny i lata
na mrozie zbierane słowa
pragnienie w sobie niosą
barwami mienią się marzenia
na mrozie spisane słowa
drżą niecierpliwie
czekają aż twa zbłąkana ręka
weźmie przyciągnie je ku sobie
nie mijaj obojętny
zanurzony w swe jeno problema
zatrzymaj się rzuć okiem
odczytaj na głos wypowiedz
te na mrozie zrodzone
dla ciebie słowa stęsknione
Adam Gabriel
Grzelązka
Poezji nurt zimowy
Jest wiele wierszy zimowych, opisujących na różne sposoby
uroki zimy. Także jej groźne oblicze, jej zagrożenia. Wiersz o zimie napisał
chyba każdy wybitniejszy polski poeta. Ja także wielokrotnie podchodziłem do
tego tematu. Zapewne niejednokrotnie do niego jeszcze powrócę. Inspiracja jest
niewyczerpywalna. Każda zima przecież inna. Każda ma swoje niespodzianki. Pozorna
monotonia białości bynajmniej nie jest wcale taka monotonna. Świat staje się
wówczas całkowicie odmienny. Nabiera nowego wymiaru. Zima jest wyzwaniem.
Wyznawaniem dla poety.
Po pierwsze zimą świat staje się przestronniejszy dzięki
nieobecności listowia. Nagie drzewa i krzewy nie przesłaniają już niczego, nie
kryją swych tajemnic, lecz objawiają je światu. Trzeba jednak wysiłku i wprawy,
aby świat zimowy nauczyć się odczytywać. Zimowa księga przyrody to nade
wszystko wszelkiej maści ślady śnieżne. Dużo bardziej wyraziste niżli trop
odciśnięty w błocie czy piasku. Przy odrobini wprawy można odczytać co, skąd i
dokąd szło czy biegło. A może nawet uciekało, a jeśli tak – to przed czym.
Zima to także inny świat ptaków i zwierząt. Wszystko zimą
przybiera inny wygląd. Nawet drzewa i rośliny, które dotąd przemawiały feerią
barw swych kwiatów, różnorodnością liści i mnogością owoców, teraz mowę swą
ograniczają jedynie do konturów swych sylwetek.
Gdzie okiem sięgnąć
2010-02-27
Rokietnica
sen na chmurach przycupnął
i tylko śniegiem skrzypi
cisza pod butami
na wiersz długo
nie muszę czekać
w przedsionku kościoła
czeka natchnienia anioł
gdzie tego dnia mnie zaprowadzi
gdy serce w modlitwie się rozpłynie
wszędzie gdzie okiem sięgnąć
śnieg z mrozem pospołu leżą
jeszcze nie wie że
wiosna do powrotu już się zbiera
śpiewem ptak rozkwitnie
i tylko śniegiem skrzypi
cisza pod butami
na wiersz długo
nie muszę czekać
w przedsionku kościoła
czeka natchnienia anioł
gdzie tego dnia mnie zaprowadzi
gdy serce w modlitwie się rozpłynie
wszędzie gdzie okiem sięgnąć
śnieg z mrozem pospołu leżą
jeszcze nie wie że
wiosna do powrotu już się zbiera
śpiewem ptak rozkwitnie
Adam Gabriel
Grzelązka
Miasto zimą
Zima w mieście nie jest lubianym zjawiskiem. Nie ma się w
sumie co dziwić. Tradycyjnie zima zaskakuje służby drogowe. Zaskakuje ich
niezależnie od tego, czy sezon zimowy się zaczyna, kończy czy jest w swej
pełni. Oni nigdy się jej po prostu nie spodziewają. A tu proszę: jest i
przeszkadza. Tak to przynajmniej wygląda z punktu widzenia przeciętnego
kierowcy, który wychodzi z założenia, że skoro ma samochód, to mu się po prostu
należy.
Tymczasem utrzymanie dróg zimą jest nie lada wyzwaniem
logistycznym. No i kosztuje. Kosztuje tak dużo, że nikogo nie stać na trzymanie
w pogotowiu wystarczająco dużego taboru odśnieżającego. Poza tym zima nie daje
nikomu harmonogramu co, gdzie i jak zamierza czynić. Po prostu przychodzi w
najniespodziewańszy sposób. Wczoraj jej nie było, a dziś proszę: jest. I trzeba
od samego rana, od przedświtu jeszcze, od przedjutrzni jeszcze za łopatę i
walczyć o chodnik wolny od opadu. Tymczasem śnieg bynajmniej niekoniecznie musi
przestać padać. Wówczas, gdy zaczynasz odśnieżać, pełno w tobie werwy i zapału.
Machasz i machasz. Śnieg przewala sią z chodnika na ulicę. Jesteś dobrej myśli,
jesteś w połowie roboty. Już ci nawet niezimo. Nawet lekka już zadyszka. Więc
dla odsapnięcia ciuteńkę prostujesz się, wspierasz na łopacie i niebaczny rzut
oka za siebie… O zgrozo, zgrozo moja zgrozo, ledwo co odgarniałeś, a już prawie
w całości zasypało. Ot, syzyfowa praca. Ty szuflujesz, a śnieg sypie. Ciekawe,
kto szybszy? Bardzo ciekawe… Ciekawe, komu szybciej się znudzi… Ciekawe, kto
podda się pierwszy…
Zimy w mieście nikt nie lubi. Co najwyżej dzieciaki.
Pierwszy moment owszem, bywa zachwycający. Lecz zaraz realia sprowadzają nas z
obłoków do parteru. A to się nie da przejść. A to samochód się nie chce
odpalić. No i trza marnować czas cenny na jego odśnieżenie. No i miejsca mniej
na parkowanie, bo wszędzie zwały naodgarnianego śniegu. A do tego korki
niemożebne i spóźnienie murowane. I jeszcze uważać trzeba, bo wielu, zbyt wielu
kierowców wszelakie przepisy ma w dolnej kręgosłupa części i łatwo o stłuczkę.
Nie mówiąc już o tym, że wielu nie umie zwyczajnie jeździć zimą. Nawet opon nie
pozmieniali i teraz tańcują na śniegowym szutrze. Słowem chaos. Coraz większy i
większy. I bynajmniej wcale nie przemija. Wieczorem, wracając z pracy – spotka
cię to samo. Tyle, że to, co dotychczas było bielusieńkie, nieskazitelne, teraz
przypomina brudną brunatną breję.
Śnieg w mieście brudzi się niesamowicie szybko. Rozjeżdżają
i rozchlapują go samochody. Zadeptują tysiące butów. I cały i urok zimy bierze
w łeb. Do tego jeszcze zimno. Komunikacja się spóźnia. A jakby tego było mało,
to w jednym tramwaju aż cię trzęsie z zimna, za to po chwil, po przesiadce – w
drugim – istna sauna. A potem to już idzie z górki: tu zmarzniesz, tam potem
spłyniesz, ten ci dmuchnie, tamten kichnie i grypa gotowa. Szczególnie jeśli
temperatura uparcie oscyluje w okolicach zera. Ni to mróz, ni to roztopy. I
nijak nie chce spaść na tyle nisko, aby wirusa wymrozić.
Zachodzące nisko słońce
2011-11-11
Osieczna
z pokorną przekorą zagląda w twe oczy
pada niewypowiedziane milczeniem pytanie
co zrobisz z nadchodącą nocą
czy będzie ona w tobie czekaniem
na niecierpliwą rozkosz jutrzenki
pada niewypowiedziane milczeniem pytanie
co zrobisz z nadchodącą nocą
czy będzie ona w tobie czekaniem
na niecierpliwą rozkosz jutrzenki
Adam Gabriel
Grzelązka
Zimy urok i piękno
Tymczasem wystarczy wyrwać sią z miasta choć na chwilę, a
zupełnie inne zima oblicze swe ukazuje na wsi czy w lesie. Nawet w parku.
Szczególnie jeśli jest świeżo po opadzie i jeszcze nic nie jest zadeptane, nic
jeszcze nie jest zabrudzone. Wtedy rozkosz dla oczu i wytchnienie dla znękanej
zimową depresja duszy. O ile nie utkniesz w pierwszej lepszej zaspie…
Trudno jest pisać o zimie i śniegu. Język nasz ubogi. A
śnieg w odmiany bogaty. Jedynie ludy północy wypracowały sobie stosowne
bogactwo słów. Podobnie mieszkańcy pustyń mają całe wiązki słów na opisanie
wszechobecnego pustynnego piasku.
Dla nas śnieg to po prostu śnieg. Biała monotonia. A
przecież dla dzieciaków śnieg śniegowi nierówny. Czasem to lekka, zwiewna
puchowa pokrywa śnieżna, w której brodzić można, ale z której niczego się nie
ulepi. Innym razem znów tak jest ciężki i wodą przesiąknięty, że odśnieżanie
nie lada wysiłku potrzebuje do swego uskutecznienia. A i ostrożności, aby
szufli nie połamać przy tym. Gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim cała masa ocieni
i gam śnieżnych. Inny jest śnieg, gdy z deszczem pada, a mróz go od razu scala
w śliską i niebezpieczną pokrywę. Inny, gdy mróz stosowny a potężny i skrzypi
nam śnieg uroczo pod podeszwami. Inny ten świeży, ten nieskalany, a inny po
dniu całym na łaskę i niełaskę wiatru i słońca wystawiony. Z innego bałwana
najlepiej się lepi. A w innym labirynt śnieżny wykrawa.
Zima jest piękna i bogata. Jest też niebezpieczna przez swój
chłód i kry na wodzie. Niebezpieczna przy roztopach i zimowych podtopieniach.
Wymaga szacunku i ostrożności.
Tegoroczna zima jakoś nieszczególnie nas śniegiem raczyła. Przez
większość dni była nie tylko szara i krótka, ale wręcz czarna i ciemna. Bywało,
że w deszczu skąpana. Śnieg, choć nielubiany zimą w mieście, przecież miasto
rozjaśnia, światło obija i jasność powiela. Łagodnie nam zima przemija.
Ostatnie to już pewnie jej podrygi i lada dzień, lada tydzień wiosna do ataku kolejnego
wyruszy. A następna zima za parę miesięcy znowu. I niekoniecznie od razu ze
śniegiem. Teraz już każdy ma zimy dość. No może poza dzieciakami, których
dzisiejszy niespodziany, a tak obfity śnieg z pewnością wielce ucieszył i na
sanki wyciągnął.
Ostatni to moment, aby się nad zimą pochylić. Aby się zimą
nacieszyć. Aby się urokowi zimy dać poruszyć. Przed nami wiosna, potem lato i
upały. Oj powspominamy wówczas zimę i jej chłodek, powspominamy. Potęsknimy
sobie z rozmarzeniem szukając cienia jakiegokolwiek, byleby nie smażyło nas
słonko przypiekające.

Komentarze
Prześlij komentarz