Biało biało biało dookoła
Co ma wisieć, nie utonie Zabieram się do tego eseju dobre dwa miesiące. A co się zabiorę, to odkładam. A to brak czasu, a to inny podsuwa mi się pomysł. A czas mija i temat stopniowo staje się coraz mniej na czasie. Wraz z czasu przemijaniem i sama eseju koncepcja różne przybierała odmiany. Lecz ciągle tylko zamysł istniał, jedynie niejasna mgła pomysłu w głowie. Sądziłem już, że przyjdzie mi go porzucić na chwilę obecną, bo ciepło się robić zaczęło. Powstał nawet tekst o tęsknocie za wiosną. Tymczasem pojawił się śnieg. Tak trochę znienacka. Tak niemal nie na czasie. I nie jakiś tam śnieżek. Jakaś śniegu namiastka. Porządny śniegowy opad. Śnieżysko solidne. Obsypało dorodnie. Obsypało pięknie. I tak oto nagle, za sprawą matki natury, temat dotąd odkładany, ponownie staje się aktualny i można go podjąć. Zatem spróbujmy…